Recenzja: Baldur’s Gate: Enhanced Edition

Informacje podstawowe:

  • Tytuł: Baldur’s Gate: Enhanced Edition
  • Developer: BioWare, Beamdog
  • Wydawca: Interplay Entertainment, Beamdog
  • Napisy: polski, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, czeski, włoski, japoński, koreański, portugalski brazylijski, chiński uproszczony, turecki, rosyjski, ukraiński, węgierski
  • Pełen dźwięk: polski, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski, ukraiński
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: Baldur’s Gate II: Shadows of Amn
  • Mój czas gry: n/d

Do kupienia:

Opis wydawcy: Baldur’s Gate: Enhanced Edition wykorzystuje nową ulepszoną wersję silnika Infinity. Zawiera całą przygodę z gry Baldur’s Gate, dodatek Opowieści z Wybrzeża Mieczy oraz niedostępną wcześniej zawartość, w której skład wchodzą nowa przygoda i trzech towarzyszy!


Recenzja:

Nim zaczęłam grać w visual novel, moją pierwszą, grową miłością było RPG. I to tradycyjne, z kostkami i papierowymi podręcznikami, i cyfrowe, bo jedną z najstarszych gier, jakie przechodziłam było „Baldur’s Gate”, wtedy jeszcze w niemieckiej edycji, nim trafiłam wreszcie na polskie wydanie i absolutnie przepadłam. Pokochałam tę wolność zwiedzania lokacji i wrażenie wpływu na fabułę, jakiego nie zapewniał żaden inny gatunek. Od tej pory ukończyłam ten tytuł na miliardy sposobów z każdym możliwym modem, składem drużyny, czy klasą postaci, aż znajomi zaczęli żartować, że pamiętam, co leży w każdej skrzyni i ile expa jest za każdego przeciwnika. Może i tak, ale na blogu, gdzie opisuje gry z naciskiem na fabułę, nie mogło zabraknąć tego „ojca chrzestnego” wszystkich cRPGów! Przede wszystkim dlatego, że trzecia część zbliża się do nas wielkimi krokami i niedługo pewnie zainteresuje wielu z Was. Warto więc, w trakcie oczekiwania, odświeżyć sobie pamięć i przypomnieć, jak wyglądały wcześniejsze części. Nawet jeśli są już mocno nadgryzione przez ząb czasu. Ale wiecie co? Dalej gram w „Baldur’s Gate”, przeważnie jesienią, nawet po tylu latach. Taka jest moc tego tytułu.

Na blogu postanowiłam jednak opowiedzieć nieco o „Enhanced Edition” – czyli jakby ulepszonej, odświeżonej wersji, która pojawiła się w 2012 roku. Po części dlatego, że włożyłam swoje trzy grosiki w jej powstanie (a dokładniej w tłumaczenie), a po części dlatego, bo to również najlepsze – moim skromnym zdaniem – wydanie z tych, które są obecnie w różnych sklepach dostępne. Przypudrowane, odświeżone, połatane i znowu wypuszczone na wybieg, aby podbijać swoją urodą cały świat.

Przypomnijmy jednak podstawy! W „Baldur’s Gate: Enhanced Edition” – identycznie jak w oryginale, bo nic z podstawowej fabuły nie zostało zmienione – wcielamy się w młodego bohatera o tajemniczej przeszłości, wychowywanego przez przybranego ojca, maga Goriona. Niestety, ciemne chmury zaczynają zbierać się nad naszą głową i coraz więcej skrytobójców próbuje zgarnąć za nas nagrodę. Dlaczego? Ot, w tym właśnie tkwi problem! Nie wiemy! Ale że jesteśmy na tym etapie zieleńsi od wiosennej trawy, to i nie zastanawiamy się długo i bierzemy – za radą Goriona – z naszego dotychczasowego domu, czyli klasztoru Candlekeep, nogi za pas. I tak od questu do questu, od przygody do przygody, szukamy sobie sojuszników i rośniemy w siłę, aby w pewnym momencie sami zmierzyć się z ukrytym w czarnej zbroi przeciwnikiem, który wydaje się zdeterminowany nie tylko zakończyć nasz żywot, ale i podporządkować sobie całe Wybrzeże Mieczy. Za wszelką cenę.

Warto wspomnieć, że gra oferuje kompletną dowolność w wyborze, kim będzie nasz bohater. Może to być mężczyzna lub kobieta (dawna edycja faworyzowała tego pierwszego m.in. w ilości dostępnych opcji romansowych, ale obecna przenosi nas już do XXI wieku i nie traktuje żeńskiego gracza po macoszemu), dowolnej z 7 ras (człowiek, krasnolud, elf, półelf, gnom, niziołek i półork) oraz klasy (wojownik, łowca, paladyn, kapłan, druid, mag, bard, złodziej lub różne rodzaje wieloklasowców i dwuklasowców) – zgodnie z zasadami drugiej edycji Advanced Dungeons & Dragons oraz realiami świata Zapomnianych Krain. W czym „Baldur’s Gate: Enhanced Edition” od razu zapoznaje gracza z systemem podklas znanych z drugiej części, więc nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy już od początku przygody z serią wybrali sobie specjalizacje i np. zagrali Łowcą – Tropicielem czy Łucznikiem, jeśli mamy taką ochotę. Szczerze polecam trochę pokombinować, bo każda klasa to zupełnie inne doświadczenie z rozgrywki. (Jasne, niektóre są dość przepakowane, inne gorsze… ale bez tego nie byłoby długich dyskusji między graczami, co nie?).

„Baldur’s Gate: Enhanced Edition” zawiera również wbudowane w grę podstawową rozszerzenie „Baldur’s Gate: Opowieści z Wybrzeża Mieczy”, które pierwotnie ukazało się w rok po premierze oryginału, czyli w 1999 roku. Stąd wszystkie nowe lokacje (Wieża Durlaga, Broda Ulgotha, Wyspa wilkołaków, Lodowa wyspa) czy przedmioty i przeciwnicy z tego dodatku są także dostępne od początku naszej przygody, jeśli chcemy się z nimi zmierzyć …i poziom postaci nam na to pozwala.

To, co cenię bowiem w tej serii najbardziej, to wierność samym korzeniom RPG. Tutaj nikt nie prowadzi nas za rączkę i nie oferuje pomocy na każdym kroku. Wrogowie zawsze mogą okazać się za silni i zmiażdżyć naszą drużynę bezlitośnie. (Kto przynajmniej raz nie padł z powodu strzały malutkiego, słodkiego kobolda, niech podniesie rękę!). Jeśli zatem źle rozłożymy punkty czy przygotujemy nieodpowiednie zaklęcia, to również poniesiemy konsekwencje głupich wyborów i całkiem możliwe, że na jakimś etapie utkniemy. A skoro o wszystkim decydują tak naprawdę rzuty kości, to do niektórych walk i tak będziecie musieli podejść kilkukrotnie, bo czasami mamy po prostu nieprawdopodobnego pecha. Wiecie, po krytycznej porażce miecz rozpadnie nam się na kawałki, akurat gdy mieliśmy dobić przeciwnika, a ten w podziękowaniu spuści nam łomot. Takie kwiatki.

Przyłączalnych NPCów jest w tej części aż 15 (w edycji podstawowej) + 4 nowych (w edycji rozszerzonej). Są to zasadniczo bohaterowie „cisi”, bo na etapie powstawania jedynki nie wprowadzono jeszcze banterów i rozmówek między postaciami, które tak zachwyciły recenzentów drugiej części i stały się w grach cRPG elementem prawie że obowiązkowym. Jeśli jednak bardzo Wam to przeszkadza, zachęcam do zainstalowania kapitalnego modu „BG1 NPC Project” (link poniżej), bez którego ja zasadniczo już nigdy nie gram, bo uzupełnia dokładnie to, czego brakowało. Jego twórcy z wyczuciem, bo nie zmieniając charakteru postaci, dodali szereg interakcji między drużynowych i 6 drobnych romansów/konfliktów wynikających z zazdrości: z Ajantisem, Branwen, Coranem, Dynaheir, Shar-Teel oraz Xanem + szereg nowych zadań pobocznych. Zaznaczam, że drobnych, gdyż tak naprawdę MC dopiero w „Cieniach Amn” pozwala na dobre skraść swoje serce, ale to nie znaczy, że wątki z tego moda są ubogie w zawartość.

Nowi NPC reprezentują przy tym dość interesujące klasy i rasy. Dorn Il-Khan to upadły paladyn i półork, który idealnie odnajdzie się w „złej” drużynie. Mnicha Rasaada yn Bashira możemy spotkać w pobliżu gospody w Neshkel i z pewnością wielu z Was ucieszy, że jego aktor głosowy odpowiadał też za kapitana Sheparda z serii „Mass Effect”. Wreszcie Neera to chaotycznie neutralna pół-elfka, do zrekrutowania w Beregoście, która para się dziką magią. Uwaga na nieprzewidziane efekty! Zestawienie zamyka zaś drow-czarnoksiężnik Baeloth Barrityl (pojawiający się dopiero w późniejszych rozdziałach gry i będący jakby… easter eggiem?).

„Baldur’s Gate: Enhanced Edition” to także lepszy dziennik i zarządzanie ekwipunkiem. Wreszcie zadania są podzielone na wyraźne wpisy, więc łatwo odnaleźć questy. Pojawiły się też znane z drugiej części pojemniki na zwoje, mikstury czy biżuterie, więc nie będą nam bezsensownie zajmować wszystkich slotów. Ogólny poziom trudności, ustawiony jako domyślny, jest nieco obniżony, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przywrócić sobie poprzednie ustawienia. (Do czego starych wyjadaczy zachęcam, bo inaczej rozgrywka będzie dość prosta). Na mapie pojawiły się również znaczniki, więc nie będziecie godzinami dumać, czy dany dom we Wrotach Baldura został już przez Was odwiedzony, czy też nie. A to zaledwie kilka z takich najbardziej podstawowych usprawnień.

Pod kątem fabularnym, już bez sentymentu do tytułu, uważam historię opowiedzianą w grze za… sensowną. Wiadomo, jest to typowe fantasy w stylu od zera do bohatera (albo przestępcy, jeśli chcemy grać żądnym krwi pogromcą wieśniaków). Mimo jednak szablonowego podejścia do tematu, to problemy jakie po drodze rozwiązujemy, były logiczne np. sabotowanie kopalni żelaza i motywacja antagonisty wykraczały poza bezmyślne niszczenie wszystkiego i wszystkich, bo miał akurat wolny piątek. Innymi słowy: nie łamały zasady prawdopodobieństwa, chociaż plot twisty nie sprawią, że spadną Wam z wrażenia kapcie, a niektórzy NPC służący za chodzące ekspozycje bywali męczący… Ale i tak powinniście szybko polubić Waszą małą ekipę śmiałków, stawiającą czoła niemożliwemu!

Jeśli jednak zamiast gadania, wolicie po prostu pomachać mieczem, to w „Baldur’s Gate: Enhanced Edition” jest też coś dla fanów pojedynków. Osobny tryb kręgów walki, czyli turnieju prowadzonego przez wspomnianego wcześniej drowa, umożliwia nam stworzenie całej drużyny od zera i stawianie wyzwania coraz trudniejszym przeciwnikom – ot tak, by przetestować swoje umiejętności. Warto się trochę tam pobawić, bo po pierwsze: poznacie lepiej nowego, potencjalnego członka drużyny, a po drugie: pomoże Wam to się lepiej zaznajomić z samym systemem pseudo turowej walki. (= Gra ma interaktywną pauzę w czasie której wydajemy postaciom polecenia, a potem obserwujemy ich realizacje – same pojedynki oddają jednak ściśle zasady tradycyjnego RPG np. potrzeba trochę czasu by rzucić zaklęcie, należy mieć zasięg, zdać odpowiedni test, uwzględnić obronę przeciwnika itp.).

Wreszcie, na zakończenie, należy się kilka słów wykonaniu technicznemu. Ta gra jest stara. Poważnie, to same początki historii cRPGów, co widać w oprawie wizualnej nawet po odświeżeniu. Jasne, dla wielu z Was może okazać się to barierą nie do przekroczenia, bo jednak w dobie obecnych możliwości graficznych odwykliśmy od brzydkich rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że jej inne aspekty: muzyka, klimat opowieści, poziom trudności i różnorodność przeciwników, to wszystko uczyniło z serii „Baldur’s Gate” wspomnienie wyjątkowe. Chyba w żadnej innej grze tak często nie zdarzało mi się powtarzać pojedynków z bossami i naprawdę planować, jakich użyć mikstur, różdżek czy zaklęć. Kto powinien stać w pierwszej linii, a kto chować za plecami drużynowego wojownika? Komu najbardziej przydadzą się buty szybkości? I czy lepiej obyć się bez identyfikacji i podróżować z Edwinem, czy zaklęć wywołania i wybrać Xana?

Gra pozwala po prostu na rozwiązanie tego samego problemu na różne sposoby, dzięki czemu gracze mogli wymieniać się między sobą strategiami przez lata. Dla przykładu, w jednej z misji, musimy ochraniać ważnego NPC i mój znajomy kompletnie zaskoczył mnie, rzucając na cel ataku zaklęcie niewidzialności, co uniemożliwiło przeciwnikom zabójstwo, a jego drużynie dało czas rozprawić się z zamachowcami. Ja w tym samym czasie, wybrałam tradycyjną walkę 1 vs 1, z systematycznym leczeniem, ilekroć VIP znajdował się już u progu śmierci. Jeszcze inni wolą w takiej sytuacji skupić uwagę przeciwników na sobie, co skutecznie zapewnia NPCowi kilka bezpiecznych rund. Innymi słowy, gra zachęca do szukania kreatywnych podejść. A już zwłaszcza przy przeciwnikach tak trudnych, jak smoki, illithidzi, obserwatorzy i cała masa tego typowego dla D&D tałatajstwa… choć na tym etapie przygody najwięcej wyzwania może sprawić Wam zwykły ogr.

Jasne, są rzeczy, które współczesnego gracza mogą nieco irytować. Np. mamy niewielki wpływ na zdolności, jakie otrzymamy przy awansie. Ot, trochę więcej HPków i w zależności od klasy jakieś bonusy. Bywa też, że niektóre zaklęcia wydają się przepakowane, gdy inne – w zasadzie nie bardzo wiadomo, po co w ogóle są w grze? Ale dla mnie samo odkrywanie tych zależności było zarówno wtedy, jak i teraz – dużą frajdą. Podobnie jak granie postacią skrajnie dobrą i złą. „Baldur’s Gate” nie ułatwia życia psychopatycznym rzeźnikom, oj nie… trudno się funkcjonuje, gdy każdy kupiec w mieście odmawia ci sprzedaży towaru, a strażnicy atakują ledwo po przekroczeniu bram. Jeśli jednak macie ochotę na takie wyzwanie, to nic Was sztucznie nie zablokuje, jak ma to miejsce w wielu grach. Niech za dobry przykład posłuży okradnięcie napotkanego po drodze słynnego, mrocznego elfa Drizzta – każdy wybór, nawet ten najbardziej idiotyczny, będzie miał bowiem swoje konsekwencje.

Co więcej nasi towarzysze, choć niewiele w tej części mówią, mają z góry przypisane „charaktery” i postać praworządnie złą trafi wreszcie szlag, gdy będziemy całymi dniami pomagali dziewczynkom odnaleźć zbłąkane kotki albo zdejmowali klątwy z uczniów zamienionych w kurczaki… W takim wypadku mogą po prostu od nas odejść (razem ze sprzętem i zdobytym doświadczeniem) albo rzucić się do gardła komuś z drużyny, kogo nie trawią. I jak tu teraz odmówić sobie przyjemności zrekrutowania Viconii, a jednocześnie zostać bohaterem opiewanym w legendach? Otóż, trzeba najzwyczajniej kombinować i pilnować swojej „reputacji”!

Dlatego, jak powtarzał Piotr Fronczeski, zbierajcie drużynę i czas ruszać w drogę! Nawet jeśli trzecia część okaże się niewarta Waszej uwagi i czasu, to będziecie mieli masę pozytywnych wspomnień po przejściu jedynki. No… chyba że prędkość poruszania postaci zacznie Wam działać na nerwy. Ale to też trochę, jakby wynik cofnięcia się w czasie, dlatego jestem wyjątkowo litościwa w ocenie 😛

Plusy:

+ Wolność w kreowaniu wyglądu, charakteru, klasy i drużyny głównej postaci;

+ Wymagające walki i różnorodni przeciwnicy;

+ Usprawniono wiele elementów: lepszy ekwipunek, dziennik zadań, znaczniki na mapie, większe rozdzielczości, nowe skrypty zachowań;

+ Masa ciekawych i śmiesznych zadań pobocznych oraz swoboda w zwiedzaniu świata gry.

Minusy:

– Oprawa wizualna i interfejs mają już swoje lata;

– „Milczący” towarzysze (w wersji bez modów) i nic nie zmieniono w fabule względem wersji „klasycznej”;

– Bardzo wolne tempo poruszania się postaci po mapie.


Inne:

Mod: BG1 NPC Project

Solucja ze strony Children of Bhaal (z interaktywną mapą)


All the videos, logos, images, and graphics used on the blog belong to ©BioWare & Beamdog.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz