Recenzja: Her Story

Informacje podstawowe:
  • Tytuł: Her Story
  • Developer: Sam Barlow
  • Wydawca: Sam Barlow
  • Pełen dźwięk: angielski
  • Napisy: angielski
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: Telling Lies
  • Mój czas gry: 2 h
Do kupienia:
Recenzja:

Uwaga: gra porusza tematy takie jak zabójstwo, samookaleczenie, zdrada i przemoc rodzinna, dlatego może mieć szkodliwy wpływ na odbiorców!

Nie samymi japońskimi produkcjami człowiek żyje (podobno), więc postanowiłam sięgnąć po coś, co może nie jest typową dla mnie azjatycką visualką, ale spełnia podstawowy warunek, aby trafić na bloga = jest nastawione przede wszystkim na fabułę. Stąd nie skreślam żadnego tytułu, nawet jeśli bliżej mu do interactive movie. Zwłaszcza że „Her Story” to bardzo interesująca gra. Z jednej strony proponuje nam coś zupełnie nowego, a jednocześnie, z perspektywy mechaniki, niewiele się tu w sumie dzieje.

Gracz wciela się w rolę detektywa/osoby (?), która przegląda nagrania z przesłuchania. Materiał dowodowy — czyli masa filmów – to zapis z kilku dni, w których trakcie będziemy przysłuchiwać się zeznaniom kobiety o imieniu Hannah Smith. Niezbyt zrozpaczona (a wręcz uśmiechnięta) żona przyszła zgłosić na posterunek zaginięcie swojego męża. Reszta to standardowa śpiewka: nie, Simon, nie miał wrogów, szef go kochał, cały świat był mu życzliwy, nigdy nie zdradzał, małżeństwo może nie należało do najlepszych, ale też nie układało się im źle itd… Wiecie, no po prostu przypadki chodzą po ludziach, stąd kobiecina nie ma pojęcia, co się stało i bardzo się martwi. Nagle jednak sprawa z poszukiwania zaginionej osoby zmienia się w coś poważniejszego. A ponieważ gra jest bardzo krótka i chcę uniknąć możliwe spoilerów – poprzestanę na tym w kwestii fabuły. Możecie jednak się spokojnie domyślić, że wszystko ma drugie dno. Na dodatek dość baśniowe, bo widać, że twórcy czerpali inspiracje z literatury pełnymi garściami!

Jak już wspominałam, sam gameplay jest przy tym bardzo prosty. W zasadzie do naszej dyspozycji jest jakiś archaiczny komputer z bazą danych. Będziemy wpisywali w wyszukiwarkę hasła – tagi – i na ich podstawie odkrywali nowe filmy. Takie video możemy sobie następnie zapisywać w sekwencje, jeśli w czymś nam to pomoże. I tak dla przykładu: imiona osób, miejsca, czy nawet ogólniki typu „herbata” czy „cukier” będą nas do czegoś prowadzić.

Do samego gracza/graczki należy jednak poukładanie sobie opowieści w głowie, bo nagrania pochodzą z innych dni przesłuchania i często dotyczą kompletnie odmiennych wątków. Niekiedy zaś możemy trafić na urywki trwające po 2-3 sekundy… co w sumie nic nam nie daje i tylko sztucznie wydłuża czas zabawy. (Wiecie, aby nie było, że uwinęliśmy się w 0,5 h). Chyba najlepszym przykładem będzie kilka wersji filmów, na których bohaterka mówi tylko „Tak” lub „Nie” x 4. No faktycznie, bardzo fajna rzecz, szkoda tylko, że wklepywanie tagów trwało dłużej od tych nagrań!

„Her Story” nie służy również fakt, że po zakończeniu śledztwa nie dostajemy żadnego podsumowania. Ot w pewnym momencie, przez czata, ktoś pyta nas, czy już skończyliśmy – jeśli tak, to urywa się nasza przygoda. Jeśli nie – to możemy sobie dalej w tej bazie grzebać. Osobiście nie lubię takiego rozwiązania, bo jednak istotą opowieści kryminalnych jest fajna konkluzja, do której docieramy dzięki jakiemuś ciągowi logiczno-przyczynowemu. Dlatego jestem wielkim przeciwnikiem łączenia podobnej konwencji z otwartymi zakończeniami. To się po prostu nie zgrywa i zawsze wywołuje u odbiorców uczucie rozczarowania. (Wyobrażacie sobie jakiegokolwiek kultowego detektywa, który w finałowym momencie mówi „a teraz sami sobie wybierzcie, co się stało”?). Niby twórcy dali nam sporo odpowiedzi, ale jednak zebranie tego wszystkiego i omówienie, to coś, czego spodziewałabym się w epilogu.

A chociaż sam pomysł z łapaniem naszej wesołej żoneczki za słówka, był bardzo oryginalny, o tyle nie zawsze mogłam pozytywnie wypowiedzieć się o jej grze aktorskiej. Czasami było w tym za dużo egzaltacji, przez co jej zachowanie jawiło mi się jako bardzo sztuczne. Na przykład gdy bardzo teatralnie robiła pauzy czy spoglądała w zamyśleniu w bok.

Same wskazówki również mogłyby być nieco mniej… łopatologiczne? Wiecie, znikające tatuaże albo obrażenia z innej strony twarzy, to nie jest coś, co nie wzbudziłoby podejrzenia dociekliwej sąsiadki, a tutaj niby obserwujemy zawodowych detektywów w akcji. Dlatego – drodzy twórcy – apeluję o trochę szacunku dla inteligencji graczy! 😉 Gra ma przecież kategorię „dla dorosłych”. Nie trzeba się więc obawiać o dostosowanie jej poziomem do młodszych odbiorców. A jak ktoś utknie… to od czego są solucje?

Aby jednak nie było, że tylko narzekam, to samą intrygę odkrywało mi się bardzo przyjemnie. Miałam trochę pecha, bo dość szybko wstukałam najbardziej „smakowite” tagi, przez co, o co w tym wszystkim chodzi, rozgryzłam w pierwszej połowie gry, a potem przez drugą platynowałam sobie osiągnięcia i tropiłam brakujące filmy. Ale i tak „Her Story” podobało mi się na tyle, że chciałam opowieść w 100% ukończyć i obejrzeć wszystko. Może nie jest to najbardziej powalająca czy zaskakująca historia. Znacznie ciekawsze znajdziemy – że tak powiem – w życiu, ale jeśli lubicie seriale kryminalne, to poczujecie się po prostu, jakbyście śledzili kolejny odcinek „Kobiety, które niosły śmierć” na Netfliksie (co swoją drogą polecam jako ciekawostkę) czy czegoś podobnego.

Poza trybem przeszukiwania bazy „Her Story” udostępnia nam też małą minigierkę w stylu Othello, gdzie naszym zdaniem jest zakrywanie pola warcabami – ale przyznam szczerze, że szkoda mi było czasu, aby ją testować. Zawsze to jednak jakiś dodatek.

Niemniej jako osoba, która bardzo lubi dobre powieści detektywistyczne, to jednak odczuwam pewien niedosyt. Z pewnością twórcom należy się pochwała za świeże podejście i pomysł. Dlatego zamierzam sprawdzić ich drugą grę, która jest podobno bardziej rozbudowana, stąd mam tylko nadzieje, że „Her Story” to były takie „nieśmiałe początki” i studio rozwinie skrzydła.

Plusy:

+ Nietypowy, oryginalny gameplay oparty na przeglądaniu filmów;

+ Zabawa w składanie fabuły z urywków zeznań i kłamstw;

+ Klimat prawdziwego przesłuchania.

Minusy:

– Jak mamy pecha, to wybierzemy bardzo szybko poprawne hasła i błyskawicznie rozwiążemy zagadkę;

– Gra aktorki nie zawsze była naturalna, więc czasami uderzała sztuczność sceny;

– Brak podsumowania po śledztwie i otwarte zakończenie.

Solucja: brak


All the videos, logos, images, and graphics used on the blog belong to ©Sam Barlow.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz