Recenzja: Star Wars: The Old Republic

Informacje podstawowe:
  • Tytuł: Star Wars: The Old Republic
  • Developer: BioWare
  • Wydawca: Electronic Arts
  • Pełen dźwięk: angielski, niemiecki, francuski
  • Napisy: angielski, niemiecki, francuski
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: Star Wars: The Old Republic I i Star Wars: Knights of the Old Republic II – The Sith Lords
  • Mój czas gry: n/d
Do kupienia:
  • Strona gryCena: darmowa (subskrypcja ok. 30 zł miesięcznie)

Recenzja:

Jakiś czas temu na blogu zaczęły się pojawiać systematycznie króciutkie opisy gier indie, postanowiłam więc dorzucić jeszcze dla odmiany MMO. Ale ktoś mógłby teraz powiedzieć: zaraz, zaraz… gra sieciowa z fajną fabułą? Jasne, w każdej są jakieś questy, ale przecież w nich chodzi głównie o drużynowe expienie i pokonywanie bossów! Ano nie zawsze, bo już w 2011 r. powstał tytuł, który absolutnie, bez żadnego wysiłku, przejdziecie solo. Co więcej, niektóre z jego fragmentów są wręcz tak zaprojektowane, że nie da się ich ukończyć w grupie. A że przy okazji w tym MMO budujemy relacje z NPC, nawiązujemy romanse, no i tradycyjnie, ratujemy/zniewalamy świat, to myślę, że może spodobać się wielu czytelnikom mojego bloga.

„Star Wars: The Old Republic” to tytuł stworzony przez znane kanadyjskie studio BioWare, słynące głównie z RPG. Dzieje się w tym samym uniwersum, co filmy Lucasa, ale tysiące lat wcześniej przed fabułą znaną z trylogii. Jeśli więc uniwersum Gwiezdnych Wojen jest Wam kompletnie nieznane, to nic nie szkodzi. Nie wpłynie to w żaden sposób na Waszą przyjemność z rozgrywki. Jeśli nie znacie poprzedzających MMO gier „Star Wars: Knights of the Old Republic I” i „Star Wars: Knights of the Old Republic II”, to również niewielka strata. Najwyżej nie wyłapiecie pewnych smaczków dla fanów, w stylu, kto jest progeniturą znanych osobistości itd. Jednak dla Waszej, indywidualnej opowieści nie ma to żadnego znaczenia.

„Star Wars: The Old Republic” oferuje nam możliwość stworzenia postaci należącej do jednej z 12 ras (= Chiss, Cyborg, Człowiek, Miraluja, Mirialan, Rattataki, Sith Pureblood, Twi’lek, Zabrak, Cathar, Togruta, Nautolan) i 8 klas podzielonych na dwa stronnictwa: Imperium lub Republika. Chociaż ten ostatni wybór ma znaczenie tylko na początku, bo wraz z postępem w grze, zwłaszcza w najnowszych dodatkach, możemy zdradzić swoich dawnych sojuszników i przejść na stronę wrogów: jeśli więc marzy nam się opowieść o Jedi, który dał się skusić Ciemnej Stronie Mocy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby taką postać odegrać. A przetestowanie różnych opcji jest o tyle ciekawe, że zawsze – jak to u BioWare bywa – dostaniemy wtedy nieco innych NPCów i historia potoczy się nieznacznie innym torem.

Co ciekawe, „Star Wars: The Old Republic” to jedyne znane mi MMO, które jest w pełni udźwiękowione. Każda klasa ma swój własny „głos” – reprezentowane przez dość słynnych w branży aktorów np. w roli żeńskiej Trooperki usłyszymy Jennifer Hale znaną m.in. z roli Commandor Shepard w trylogii „Mass Effect”. A choć oprawa graficzna ma już swoje lata, to jednak filmiki stają na wysokości zadania i mnie zauroczyły zwłaszcza te z dodatku „Knights of the Fallen Empire”, gdzie zadbano o bardzo dynamiczne i ciekawe narracyjnie kadry. (Trailer z tych rozdziałów można podejrzeć w linku powyżej – zaczyna się w minucie: 13:50).

Wspominałam jednak o klasach i to na nich chciałabym się teraz skupić. Nie bynajmniej, aby dywagować, kto jest silniejszy a kto słabszy, czy jaką specjalizację wybrać (są 3 na każdą klasę)… jeśli nie planujecie grać drużynowo, to naprawdę możecie te kwestie, mówiąc kolokwialnie, olać, bo tryb „Story” jest prosty jak budowa cepa i idealnie nadaje się dla graczy solo, którzy chcą tylko czerpać przyjemność z fabuły. A „Star Wars: The Old Republic” naprawdę jest dostosowane do tego, aby po prostu traktować go jak każdego innego RPG dla niedzielnych graczy. Ot, najwyżej nie weźmiecie udziału w operacjach, czyli nie pozabijacie kilku światowych bossów, ale nie ma to najmniejszego znaczenia dla fabuły. Całą resztę ukończycie sobie bez trudu przy wsparciu NPCów w walce. Co mówię z własnego doświadczenia, bo swego czasu grałam i z gildią, i bez – a teraz mówiąc szczerze, loguję się tylko, gdy są nowe aktualizacje z kontynuacją opowieści.

W każdym razie, klasy są o tyle istotne, że każda z nich oferuje nam zupełnie unikatowe historie – które dopiero potem, na bardzo późnym etapie gry stają się linearne dla wszystkich – znaczy: rozgałęziają się jedynie na Imperium lub Republikę. Co więcej, opowieści będą różniły się od siebie, także w przypadku, gdy zdecydujemy się na wybory Jasnej, Ciemnej lub Neutralnej strony Mocy np. Sith Inkwizytor otrzyma inny tytuł i imię jako „Darth” w zależności od swojego alignmentu na koniec 3 rozdziału. Możemy też stracić jakiś NPCów/towarzyszy, ale zyskać innych, jeśli będziemy grali jako żądny krwi Sith ze skłonnościami masowego mordercy albo szlachetny wojownik dążący do zreformowania Imperium. Zawsze też nasza opowieść zbudowana jest w stylu klasycznego schematu „od zera do bohatera”, czyli zaczynamy jako uczeń albo raczkujący przedstawiciel profesji, aby stać się światową legendą lub postrachem galaktyki.

Pozwolę więc sobie teraz króciutko streścić, o czym są opowieści każdej z klas.

Jedi Knight (początkowa frakcja: Republika) – to najbardziej „kanoniczna” ze ścieżek, bo spotkamy tu w sumie wszystkie, najważniejsze postacie z uniwersum i będziemy mieli okazje zrobić sobie wroga z samego Imperatora Sithów. Po Jasnej Stronie Mocy jest też zarazem najbardziej bohaterska, bo dosłownie ratujemy Galaktykę, wykonując rozkazy Rady Jedi i Senatu – polegające głównie na skopaniu tyłków różnym Darthom. Jedi Knight ma również dostęp do trzech unikatowych romansów: z młodą jedi Kirą Carsen (początkowo tylko męski MC, potem każdy), filtrującym Doktorem (tylko żeńska MC) lub pozbawionym emocji Lordem Scourge (i męski, i żeńska MC – w najnowszych dodatkach).

Jedi Consular (początkowa frakcja: Republika) – to również historia o jedi, ale tym razem o kimś, kto bardziej polega na dyplomacji i sztuce posługiwania się Mocą, niż wymachiwaniu mieczem świetlnym. Będziemy mieli m.in. okazje rozwikłać tajemnicę dziwnej choroby, która dopada Mistrzów, a także zmierzyć się z The Children of the Emperor, czyli sługami Imperatora poddawanymi praniu mózgu od najmłodszych lat. Jeśli chodzi o sprawy sercowe, to Jedi Consular ma dostęp do 2 unikatowych romansów: z młodą, niewinną jedi Nadią Grell (początkowo tylko męski MC, potem każdy) i żołnierzem Republiki Feliksem Iressom (na którym przeprowadzano podejrzane eksperymenty).

Trooper (początkowa frakcja: Republika) stanie na czele swojego własnego oddziału żołnierzy do zadań specjalnych, więc fabularnie nie jest to może najbardziej zaskakująca ścieżka, ale i tak bardzo w duchu uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zwłaszcza jeśli lubicie proste misje, utarczki z Imperium i dużo narad wojennych. Dodatkowo Trooper może się ożenić/wyjść za mąż za mrukliwego, ale romantycznego przedstawiciela rasy kotoludzi (Cathar) z tego samego oddziału – Arica Jorgana (tylko żeńska MC) lub byłą sojuszniczkę Imperium, oficera medycznego – Elarę Dorne (tylko męski MC).

Smuggler (początkowa frakcja: Republika) – to wybór idealny dla osób, których od zawsze ulubioną postacią z uniwersum SW był czarujący łotrzyk Han Solo. Wybierając Jasną Strone Mocy, staniemy się identycznym, charyzmatycznym międzygalaktycznym przestępcą o ciętym języku, a po Ciemnej Stronie – wcielimy się w niebezpiecznego oraz bezwzględnego pirata, dla którego jedynym celem jest jak najszybciej się wzbogacić. Smuggler, ze względu na swój urok, ma również nieco więcej opcji romansownych na starcie, bo aż 3. Pierwszą z nich jest łowczyni nagród z klanu Mandalorian – Akaavi Spar (tylko męski MC), drugą: córka słynnego przestępcy – Risha (tylko męski MC), a trzecią prosty chłopak pragnący być rycerzem dla ukochanej kobitki – Corso Riggs (tylko żeńska MC).

Sith Warrior (początkowa frakcja: Imperium) – to klasyczny, wymachujący czerwonym mieczem świetlnym typ, który szybko staje się postrachem galaktyki, jak i arcywrogiem innych, nader ambitnych w pogoni za władzą Sithów. W trakcie tej ścieżki będziemy mieli okazje pokonać wielu Jedi, przeciągnąć towarzyszkę na Ciemną Stronę Mocy, a ostatecznie stać się prawą ręką samego Imperatora – jeśli dla kogoś taka ścieżka kariery wydaje się interesująca. Sith Warrior może również dać ponieść się pasji i nawiązać romantyczną relację z jedną z trzech postaci: pyskatą złodziejką z rasy twi’leków – Vette, podatną na manipulacje Jaesą Willsaam (w wersji Jasna lub Ciemna strona) oraz z Kapitanem Malavai Quinnem, będącym oddanym sługą Imperium i doskonałym strategiem.

Sith Inquisitor (początkowa frakcja: Imperium) – ścieżka Inkwizytora zalicza się do jednych z moich ulubionych, bo pomimo dużej ilości wpadek logicznych w fabule, to jest dość zabawna. Możemy zagrać absolutnym, przeżartym przez Ciemną Stronę Mocy wariatem albo czarującym manipulatorem, którego bardziej interesuje zakazana wiedza i Moc, niż władza jako taka. (Chociaż ciepłą posadką i tytułami też nie pogardzi). Sith Inquisitor może nawiązać romans z porzuconą przez Zakon, młodą Jedi – Asharą Zavros (tylko męski MC) lub brutalnym, cynicznym piratem Andronikosem Revel (tylko żeńska MC).

Bounty Hunter (początkowa frakcja: Imperium) – powinien przypaść do gustu zwłaszcza fanom serialu i kultury Mandalorian, bo będziemy mieli tutaj kontakt z klanami dumnych wojowników przez znaczą część fabuły, aby ostatecznie – jeśli tylko tego zechcemy – stać się jednym z nich. Ale nie samą pracą człowiek żyje, więc nasz łowca nagród może też zapolować na serce ostatniego przedstawiciela klanu Cadera – Mandalorianina Toriana (tylko żeńska MC) lub młodej, słodkiej i naiwnej hakerki – Mako (tylko męski MC).

Imperial Agent (początkowa frakcja: Imperium) – przez wielu graczy jest uważany za postać o najlepszej fabule i ciężko się miejscami z tym nie zgodzić, bo jako tajny szpieg Imperium będziemy urobieni po uszy. Nie tylko walcząc z Republiką, ale próbując również przetrwać w zawiłym świecie polityki Imperium, gdzie pierwszy lepszy Sith może cię zabić z byle powodu. I jak tu pozostać lojalnym patriotą? A może to właśnie o takim państwie marzyliśmy? A jako że uwodzenie to dla naszego dwulicowego agenta chleb powszedni, to może owinąć sobie wokół palca zabójczynię z rasy rattataki – Kaliyo Djannis, wychowaną przez chissów – Rainę Temple lub dzielącego umysł z rojem inteligentnych robaków dyplomatę – Vectora Hyllus.

(spoiler) Poza postaciami w obrębach klasy, w grze pojawia się również cała masa „neutralnych” romansów z innymi bohaterami (jak chociażby z pragmatyczną Sith – Laną Beniką, dalekim potomkiem Darth Ravena oraz szpiegiem Republiki – Theronem Shan czy synem samego Imperatora, tyranem i – w oczach wielu – absolutnym potworem: Arcannem), a na dokładkę dostajemy całą masę NPCów, którzy są naszymi sojusznikami w misjach lub przyjaciółmi. (/spoiler) W sumie dostajemy 5 unikatowych kompanów, wynikających z klasy, na starcie, a potem od groma innych… poważnie, nie ma sensu tego wymieniać, bo w samym sklepiku możemy sobie kupić kilku, jeśli np. bardzo chcemy podróżować z różnymi modelami droidów. Powraca też kultowy dla serii HK.

Jak zatem widać „Star Wars: The Old Republic” zaczynało w 2011 jak każda typowa, nastawiona tylko na męskiego gracza produkcja, gdzie w zasadzie opcje dla kobiet były tylko symboliczne… z czasem jednak studio zmieniło swoje podejście, zniknęły te wszystkie „młode uczennice jedi, czekające na silnego samca, który je uratuje” i pojawiła się cała gama interesujących postaci o różnym pochodzeniu, wyglądzie i poglądach. Co dla mnie osobiście było bardzo odświeżające, bo chociaż te początkowe 3 rozdziały z jednej strony kuszą oryginalnością, bo są inne dla wszystkich klas, to z drugiej cierpią trochę wskutek tego jak dawniej postrzegano gry. Niemniej warto je ukończyć, bo to dalej kawał fajnego, zabawnego RPG w stylu heroic, który w drugiej połowie nadgonił już fabularnie za swoimi czasami.

A jeśli tylko znudzi nas gadanie, to „Star Wars: The Old Republic” oferuje też inne aktywności, jak np. cykliczne polowanie na przestępców w ramach eventu o bounty hunterach, fabularne flashpointy (czyli takie dungeony, które możemy pokonywać z drużyną), operacje (= walka z bossami w asyście innych graczy, wymagające opracowanej strategii i zgranego zespołu) czy pojedynki statków w kosmosie (jeśli lubimy sobie trochę postrzelać i niestraszne nam PVP). A to tylko niektóre z nich, bo jest tego naprawdę sporo, szczególnie jeśli uwzględnimy wszystkie dodatki, misje dzienne i tygodniowe, czy takie atrakcje jak tworzenie mebelków do „twierdzy” = swojego domku, dla miłośników craftingu czy systemy „dziedzictwa” (czyli budowanie jakby drzewa genealogicznego i odblokowywanie osiągnięć za granie różnymi postaciami). Od chwili premiery gra doczekała się bowiem licznych, wprowadzających nowe elementy rozszerzeń – jak: Rise of the Hutt Cartel (2013), Galactic Starfighter (2014), Galactic Strongholds (2014), Shadow of Revan (2014), Knights of the Fallen Empire (2015), Knights of the Eternal Throne (2016) oraz Onslaught (2019).

Celowo jednak skupiłam się bardziej na aspekcie fabularnym, bo to właśnie dla niego i zabawnych postaci powracam od czasu do czasu do świata Starej Republiki. Szczególnie że mam sentyment do stylu studia BioWare, więc w oczekiwaniu na jakikolwiek sensowny tytuł ich produkcji, przynajmniej Gwiezdne Wojny mogą trochę umilić czekanie. Podkreślę jednak jeszcze raz, że absolutnie nie musicie traktować tego tytułu jako MMO, bo jeśli chcecie sobie pograć samemu, to „Star Wars: The Old Republic” jest do tego w 100% przystosowane. Oczywiście, aby cieszyć się pełnym contentem (i okazać wsparcie twórcom), warto także zaopatrzyć się w subskrypcje (będziecie wtedy m.in. szybciej awansować i mieć dostęp do najnowszej fabuły), ale znaczna część opowieści (szczególnie te początkowe rozdziały) jest dostępna w trybie free to play. No to co tu jeszcze dodać? Życzę udanego ratowania/zniewalania Galaktyki. Niech Moc będzie z Wami!

Plusy:

+ 8 unikalnych historii dla każdej klasy, możliwość grania po Jasnej lub Ciemnej Stronie Mocy, jako sojusznik Imperium lub Republiki + dużo innych wyborów;

+ Cała masa interesujących antagonistów, towarzyszy, romansów i postaci pobocznych;

+ Wiele nawiązań do filmowego uniwersum Gwiezdnych Wojen, poprzednich gier czy książek;

+ Możliwa do ukończenia w pojedynkę lub do grania drużynowego.

Minusy:

– Gra ma już swoje lata i widać to w oprawie wizualnej;

– Fabuła była początkowo pisana tylko pod męskiego gracza – potem to się zmieniło;

– W ciągu ostatniego roku pojawiło się niewiele dużych dodatków czy aktualizacji.


All the videos, logos, images, and graphics used on the blog belong to ©BioWare & Electronic Arts.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz